PiS - konstytucja 2010.pdf

piątek, 16 czerwca 2017

Wyklęci Cichociemni



Rozmowa z Dariuszem Zawadką, byłym dowódcą GROM, o kulisach zmian w tej jednostce specjalnej

JULIUSZ ĆWIELUCH: - Wybiera się pan na święto GROM?
DARIUSZ ZAWADKA: - O które święto pan pyta?
To z okazji oficjalnego powołania 13 czerwca 1991 r. Jednostki Wojskowej 2305, czyli GROM.
Tyle się domyśliłem. Chodzi mi o to, o którym święcie mówimy, bo w tym roku będą dwa. Jedno oficjalne na tere­nie jednostki i drugie nieoficjalne poza jednostką dla weteranów oraz przyjaciół GROM. Pierwsze organizuje dowodzą­cy jednostką płk Mariusz Pawluk i nie jestem na nie zaproszony, więc się nie wybieram. Uprzedzając pana ewentual­ne pytanie, gdybym został zaproszony, również bym się nie wybrał.

To już chyba tradycja, żeby nie zapraszać byłych dowódców, pan nie zapraszał gen. Romana Polko. Trudno byłoby świętować w towarzy­stwie człowieka, który publicznie atako­wał jednostkę.

Atakował głównie pana.
Pod wnioskiem o odebranie gen. Pol­ko odznaki GROM podpisało się oko­ło 200 osób z GROM, więc trudno sprowa­dzić tę sytuację do konfliktu personalne­go. Zresztą obecnie dowodzący jednostką płk Pawluk wtórował panu generałowi w tym ataku, a nawet można powiedzieć, że uczeń przerósł mistrza. Pod wnio­skiem o odebranie jego odznaki GROM podpisało się ponad 400 żołnierzy jednost­ki posiadających taką odznakę.

To chyba nie będzie wesołe świętowanie.
Za to w tym roku wreszcie będzie god­nie i z podniesionym czołem. Nawet jednostka GROM wstaje z kolan po latach upadku. A posłańcem „dobrej zmiany” jest obecny dowódca, który z GROM żegnał się w aurze skandalu. Człowiek, który jako jedna z dwóch osób w całej 26-letniej historii GROM gremialną de­cyzją żołnierzy pozbawiony został prawa do noszenia odznaki jednostki.

Zdaje się, że jako dowódca płk Pawluk z automatu zasiada w tej kapitule.  
Kapituła jest ciałem niezależnym od dowódcy, faktem jest jednak, że dowódca zatwierdza jej decyzje. Ale na szczęście honor nie jest dekretowa­ny komisyjnie. Ludzie sami wiedzą, kto go ma, a kto nie. Prawnik, który niemal od początku istnienia GROM związany był z jednostką, w dniu objęcia dowódz­twa powiedział panu płk. Pawlukowi, co o nim sądzi.

I?
I nie jest już prawnikiem jednostki.

Mocne wejście. Skoro nowy dowódca ma takie możliwości, to może wreszcie uda mu się postawić pomnik twórcy jednostki gen. Sławomira Petelic­kiego, który już od ponad roku leży w komórce, bo nie ma politycznej zgody na jego postawienie.
Sprawa pomnika gen. Petelickiego przypomina mi sowiecką mentalność, w której każdy autorytet trzeba zgnoić, żeby na jego tle nie było czasem widać miałkości tych, którzy przyszli przejąć pałeczkę. Według mnie to polityczna zemsta. Zwykła małość. GROM utworzył gen. Petelicki, były oficer wywiadu PRL. Dla wielu polityków to był ubek i jednostka jest dla nich tworem ubeckim. Ale to właśnie żołnierzom GROM minister Macierewicz powierzył w 1992 r. trans­port teczek agentów do Sejmu, bo tylko nam ufał.
Z gen. Petelickim nie zawsze się zga­dzałem, ale go szanowałem. Dokonał rzeczy niemal niemożliwej, tworząc jedną z najlepszych jednostek na świecie w kraju, który pogrążony był w kry­zysie i politycznym chaosie. Wychował wielu wspaniałych żołnierzy. Należy mu się pamięć i szacunek. Z tego, co wiem, pomnik gen. Petelickiego został wywie­ziony z jednostki. To chyba najlepiej od­daje klimat panujący w jednostce pod nowym dowódcą.

Zaczynam mieć wrażenie, że jest pan do niego uprzedzony.
Przesada. Po prostu nie podaję mu ręki, a jak dostałem świąteczną kartkę z życzeniami, to odesłałem ją z adnota­cją, żeby mnie skreślono z listy adresa­tów jego życzeń.

A łopatkę kto komu podwędził?
Rozmawiamy sobie na luzie i żartu­jemy, ale prawda jest taka, że podejmo­wane są decyzje, których negatywne konsekwencje będą ciągnąć się latami. Nie rozmawiam z panem dlatego, że się obraziłem, jestem sfrustrowany albo ktoś mnie gdzieś nie zaprosił, to mu w rewanżu przywalę w mediach. Przez lata konsekwentnie milczałem. GROM to coś więcej niż jednostka specjalna, to narodowe dobro, na które podatnik wyłożył wiele milionów. W zamian ma prawo oczekiwać najwyższe­go profesjonalizmu.

Minister Macierewicz pochwalił się przed opinią publiczną, że wojska specjalne uwolniły 11 afgańskich zakładników.
Podobnych akcji na przestrzeni ostat­nich lat było już parę. Nie wszystkie były tak nagłaśniane przez ministerstwo. Wi­docznie minister potrzebuje sukcesów, bo jakie ma notowania w społeczeń­stwie, każdy wie. Zawsze dobrze jest podeprzeć się sukcesem wojsk specjal­nych. Prawda jest jednak taka, że kie­dy żołnierze GROM zaangażowani są w trudną i niebezpieczną misję zwalcza­nia ISIS, minister Macierewicz w ciągu bardzo krótkiego czasu już trzykrotnie zmieniał dowódcę jednostki. Za każdym razem bez podania przyczyn. Piotr Gąstał, który pierwszy stracił stanowisko dowódcy, to człowiek z ogromnym do­świadczeniem i wszechstronnym mię­dzynarodowym wykształceniem.

Ciągnęła się za nim opinia, że jest człowiekiem Zawadki.
Płk Gąstał był moim zastępcą. Wybie­rałem go na podstawie kompetencji, a nie osobistej sympatii. Jego następcę płk. Roberta Kopackiego ledwo znałem. Stanowisko stracił nocą, po zaledwie paru miesiącach dowodzenia. Zastąpiono go człowiekiem, któremu brakuje choćby odrobiny odwagi i honoru, żeby osobiście odebrać przepustkę do jednostki płk. Gąstałowi, więc kazał to zrobić ochronia­rzowi na bramie. O takim poziomie do­wodzenia dziś rozmawiamy. Proszę sobie wyobrazić, jak czują się operatorzy.

Skoro uwalniają zakładników, to chyba w niczym im to nie przeszkadza?
Ze spadkiem poziomu wyszkolenia jest jak z gospodarką. Z dnia na dzień nie upadnie, to jakiś czas potrwa, ale budo­wanie tego od początku zajmuje jeszcze więcej czasu. GROM trafił do tzw. elitarne­go klubu najlepszych jednostek na świecie poprzez lata szkoleń, prowadzenia ope­racji bojowych i budowania relacji. Obec­ność w tym klubie nie jest gwarantowana, łatwiej z niego wypaść, niż wejść. Myśli pan, że partnerzy nie mają świadomości, co się w jednostce dzieje?
GROM powstał właśnie po to, żeby ratować życie zakładników, w pierwszej kolejności Polaków. Było kilka takich przypadków i GROM ani razu nie został wysłany do działania.

Dlaczego?
Dlatego, że nie mamy dobrze funkcjo­nującego systemu ani sił i środków, żeby takie akcje samodzielnie przeprowadzić. GROM potrzebuje odpowiedniego sprzę­tu, informacji wywiadowczych i spraw­nego systemu dowodzenia. Powszech­nie wiadomo, jaka jest jakość naszych służb wywiadowczych dzięki non stop prowadzonym reformom, ujawnianiu źródeł oraz kuriozalnej karuzeli kadro­wej. Jeśli minister Macierewicz mianuje pełnomocnikiem Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu 27-letniego byłego pra­cownika apteki, to kto będzie się dzielił z nami informacjami wywiadowczymi?
Jeśli na odpowiednie śmigłowce cze­kamy latami, a później w wyniku poli­tycznej zawieruchy uwala się przetarg i opowiada, że śmigłowce nie są już stra­tegicznie istotne, to jak w takich warun­kach można budować profesjonalną siłę?
Ci wojskowi, którzy widzieli te ab­surdy, musieli odejść. Ci, którzy zostali, wiedzą, że trzeba siedzieć cicho i nie pro - testować. To nie jest przypadek, że obec­ny dowódca GROM urzędowanie zaczął od powieszenia w gabinecie zdjęcia Le­cha i Marii Kaczyńskich, pozbył się po­mnika Petelickiego. Wie, skąd wieje wiatr i przylatują awanse.

Pan chyba nie ma prawa się czepiać. On ma zdjęcie byłego prezydenta na ścianie, a pan biegał z premierem Tuskiem po boisku jednostki.
Pan premier przejeżdżał akurat obok, jak my graliśmy mecz, no i tak się złożyło, że zagraliśmy wspólny. Wiadomo, że pre­mierowi się nie odmawia.

Przejeżdżał w korkach i szortach, jak to premier.
Dobry premier przygotowany jest na każdą okazję. A mówiąc nieco bar­dziej serio, nie będę zaprzeczał, że mój powrót do jednostki związany był z po­litycznym poparciem. Ale też z kon­kretnym zadaniem, które sobie posta­wiłem. Po pierwsze, zadbać o to, żeby GROM znów współpracował i ćwiczył z najlepszymi jednostkami na świecie, i to udało mi się osiągnąć. Drugim punktem było doprowadzenie do sytua­cji, w której jednostka staje się narzę­dziem szybkiej reakcji, kiedy państwo dotyka kryzys bezpieczeństwa. Do dziś procedury i paraliż decyzyjny powodu­ją, że w sytuacji kryzysowej na reakcję trzeba będzie czekać godzinami, gdy czasem liczą się minuty.
Osoby, które podjęły decyzję o moim powrocie, znały prawdziwą sytuację w GROM i wiedziały, że potrzeba wi­zji i zmian. Wszyscy pamiętamy, co się stało w 1998 r. Publiczne prucie kasy pancernej jednostki, kłamstwa o nie­prawidłowościach i nadużyciach. W jedną noc zmieniono całe dowódz­two jednostki. Na miejsce tych, którzy stworzyli ją od podstaw, rzucono maga­zyniera i jakichś dziwnych ludzi. Szkoda gadać. Wracając do jednostki w 2008 r., miałem za zadanie przywrócić jej na­leżną rangę.

Politycy popierający płk. Pawluka opowiadają mniej więcej to samo. On tak samo jak pan odszedł z jednostki, a następnie dzięki politycznym koneksjom do niej wrócił.
Płk Pawluk powinien być wyrzucony z jednostki. To, że odszedł, zawdzięcza jedynie temu, że ja wiem, co znaczą sło­wa gentleman agreement, niestety on nie. Częścią tej dżentelmeńskiej umo­wy było skierowanie go na kurs angiel­skiego, gdzie miał podnieść swoje niskie kwalifikacje językowe, a następnie sam odejść z jednostki, co zresztą zapropo­nował. Obecność na kursie jest tożsama z obecnością w pracy, Pawluk w trakcie kursu miał 25 dni nieobecności, z cze­go 23 dni nieusprawiedliwione. Już to stanowi wystarczający powód, żeby go zwolnić dyscyplinarnie.

Skoro był taki zły, jakim cudem przetrwał tyle lat w jednostce? Dlaczego powierzono mu dowodzenie jednym z zespołów bojowych?
Jak już mówiłem, GROM był po przej­ściach i różne rzeczy miały tam miejsce. Zespół B, zwany również wodą, którym dowodził Pawluk, to specyficzny zespół. Niemal autonomiczny, bo zlokalizowany poza główną bazą jednostki. Działający według własnych zasad, szkolący się do innych zadań i w innych warunkach. Dowódcy zespołu B siłą rzeczy zawsze mieli więcej swobody. Ja to rozumia­łem również jako więcej obowiązków. Nie chcę komentować wyznaczenia go na to stanowisko, bo nie ja taką decyzję podjąłem. Po objęciu przeze mnie do­wództwa w GROM odbyłem rozmowę z każdym z operatorów zespołu B. Opi­nia, którą wystawili dowódcy, nie była budująca. Osobiście przeprowadziłem rozmowę z Pawlukiem, w trakcie której powiedziałem o swojej decyzji. Nie ro­biłem tego za pomocą szarej czy innej koperty albo zabierając przepustkę przy pomocy pracownika firmy ochrony.

Płk Pawluk publicznie zarzucił panu mobbing i brak kompetencji.
Sprawę badała komisja z poziomu MON oraz Dowództwa Wojsk Specjal­nych. Szczególnie tej z DWS trudno by­łoby zarzucić przychylny do mnie stosu­nek, bo moje relacje z Dowództwem były więcej niż napięte. Mimo to komisje nie dopatrzyły się uchybień.

Pan również skierował kilka doniesień do prokuratury.
Kiedy wróciłem do jednostki, dałem ludziom kredyt zaufania, ale zdziwiło mnie, że część przetargów rozbijana jest na mniejsze zamówienia tak, żeby obejść ustawę o zamówieniach publicznych. Pomijając fakt, że to samo w sobie było nielegalne, zaciekawiło mnie, dlacze­go tak się dzieje. Zarządziłem kontrolę w magazynie mundurowym. Pamiętam, że wybrałem nietypowy dzień, bo piątek rano. A po południu na bramie jednostki zameldował się przedstawiciel dostaw­cy z wielką partią goreteksów, za które już dawno zapłaciliśmy i które według dokumentów od dawna znajdowały się w magazynie.

Przekręt.
Dosyć bezczelny. Kontrola wykazała sporo nieprawidłowości. Nie miałem innego wyjścia i złożyłem zawiadomie­nia do stosownych organów. W wyniku zupełnego zbiegu okoliczności tak się złożyło, że po tych wydarzeniach zaczął się na mnie atak.

Od tamtych wydarzeń minęło dziewięć lat, winni, jeśli byli, zdążyli już pewnie nawet odpokutować.
Zaskoczę pana, do dziś jestem wzy­wany na przesłuchania, choć czasem już nawet nie pamiętam, o co chodziło w da­nej sprawie, bo zajmuję się już zupełnie innymi kwestiami. Dochodzenie coraz bardziej przypomina szopkę, w której nie wiadomo, czy bardziej winny jest ten, który dostrzegł nieprawidłowości, czy ten, który je spowodował.

Odnośnie do dochodzeń to kolacja u Sowy panu smakowała?
Smakowała, ale do dziś mam zgagę. W sprawie nielegalnych nagrań wystę­powałem jako pokrzywdzony. Nie byłem zbyt wylewny w czasie tego spotkania, co dzięki uprzejmości nagrywających każdy może sprawdzić w internecie. Poniosłem publiczne i zawodowe kon­sekwencje obecności na kolacji w restau­racji Sowa i Przyjaciele. Być może po tym wywiadzie również będę musiał ponieść jakieś konsekwencje, ale nie mam za­miaru milczeć, bo oddałem GROM kawał swojego życia i zdrowia i nie chciałbym, żeby to poszło na marne.

A idzie?
Skoro jest pomysł, żeby GROM wy­korzystywać do szkolenia Wojsk Obro­ny Terytorialnej, to otwarcie mówię, że to więcej niż absurd. Nie uczyni to Pol­ski bezpieczniejszą, wręcz przeciwnie. A o aspekcie finansowym tego pomysłu szkoda w ogóle mówić. GROM powinien być jak najdalej od politycznych gierek.
Jest?
Nie, skoro dowódca w imię oportuni­zmu nie angażuje się w święto patronów jednostki - cichociemnych, a zamiast tego wysyła żołnierzy na święto zwią­zane z żołnierzami wyklętymi. Oburza mnie ta gra historią i dzielenie bohate­rów na swoich i nie swoich. Miałem ten zaszczyt, że osobiście poznałem kil­ku cichociemnych, na czele ze świętej pamięci gen. Bałukiem. Byli to wielcy patrioci, którzy poświęcili ostatnie lata swojego życia jednostce. Przekaza­li niezwykłe pamiątki do sali tradycji GROM, wyrazili zgodę na nadawanie honorowej naszywki Cichociemny żoł­nierzom jednostki. Oni nie wahali się poświęcać życia dla kraju. Dzisiejszy dowódca boi się narazić swoim poli­tycznym patronom i bojkotuje doroczny zjazd cichociemnych.

Może czas zmienić patrona na Burego? A GROM od razu zmienić na kolejną brygadę obrony terytorialnej, bo chyba w tym kierunku to zmierza.
Rozmawiał Juliusz Ćwieluch

Dariusz Zawadka był jednym z pierwszych przyjętych do GROM. W aktach jednostki ma numer 41 (numeracja zaczynała się od 13, która była ulubioną cyfrą gen. Petelickiego). Przeszedł wszystkie szczeble kariery od szturmowca do zastępcy dowódcy zespołu bojowego. Zaliczył misje na Haiti, w Jugosławii, Kosowie. Dwukrotnie służył w Iraku. W 2008 r., cztery lata po odejściu z jednostki, wrócił na stanowisko jej dowódcy. W 2010 r. złożył rezygnację ze stanowiska. Nieoficjalną przyczyną odejścia był konflikt z ministrem obrony narodowej i niemożność zrealizowania własnej wizji rozwoju JW 2305.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz