środa, 17 września 2014

PiS bez nadprezesa



Jarosława Kaczyńskiego opuścił Stanisław Kostrzewski, inżynier finansowy partii. Człowiek, który zna wszystkie jej tajemnice.

ANNA GIELEWSKA

Trudno mi sobie wyobrazić PiS bez Kostrzewskiego. To była najważniejsza osoba w tej partii po prezesie - nie ma wątpliwości jeden z byłych polityków PiS. - Jak Kostrzewski uważał, że ktoś chce wy­dać pieniądze na coś głupiego, to nie dawał. Finansował to, co sam uważał za słuszne.
Wydatki PiS od dawna budzą jednak wąt­pliwości. Z partyjnej kasy ogromne pieniądze regularnie trafiają do kilku spółek. Rządzą nimi ludzie, którzy kilka lat wcześniej działali na zapleczu Nowogrodzkiej.

OBSŁUGA MEDIALNA I UTRWALANIE PAMIĘCI
Jedną z takich firm jest MTML Tomasza Pierzchalskiego. W ostatniej kampanii wy­borczej do europarlamentu, która trwała od końca lutego do końca maja, agencja znowu sporo zarobiła na współpracy z PiS. Partia za jej usługi zapłaciła łącznie około pół miliona złotych. To faktury m.in. na organizację konferencji, szkoleń, przygotowanie spotów reklamowych. Kilka miesięcy temu pisaliśmy, że ta sama spółka w 2013 r. zarobiła z kasy partii niemal 3 min zł.
Pierzchalski zaczynał karierę na Nowo­grodzkiej, pracował w pokoju obok Ka­czyńskiego i szybko stał się ważną postacią na partyjnym zapleczu. Niedługo później założył firmę, która - jak mówili nam politycy PiS - „stała się potentatem w obsłudze medialnej partii” Kwoty świadczą same za siebie.
Na ostatniej kampanii wyborczej zarobiła także firma QLCO należąca do Roberta Sta­chowicza, od lat stałego bywalca na Nowo - grodzkiej. PiS na jej usługi, głównie druk i ekspozycję plakatów, wydało w kampanii do europarlamentu około 900 tys. zł.
Dyrektorem biura na Nowogrodzkiej był kilka lat temu Bartłomiej Rajchert. Od początku uchodził za bliskiego człowieka Stanisława Kostrzewskiego, wieloletniego skarbnika partii. Posłowie nie mieli o nim dobrego zdania: - Robił, co chciał, poli­tyków, nawet z czołówki PiS, kompletnie lekceważył.
W końcu jednak musiał odejść, a ko­ronnym argumentem były wyniki audytu zleconego w partii po kampanii 2010 r. Zrobił go Mariusz Kamiński, były szef CBA, na polecenie prezesa. Kostrzewski miał się najpierw sprzeciwiać, a potem ociągać ze zwalnianiem Rajcherta.
Po odejściu z Nowogrodzkiej Pierzchalski i Rajchert zasiedli za to we władzach Fundacji Nowy Kierunek, która ma siedzibę pod tym samym adresem co PiS. Fundacja zajmuje się „utrwalaniem pamięci o Lechu Kaczyńskim” i również otrzymywała regularnie przelewy z partii - ponad 20 tys. zł miesięcznie. Poza tym Rajchert niedawno założył własną spółkę. Pod koniec maja zarejestrował w KRS firmę Stark Communications Group, która mieści się w tym samym budynku co PiS i Nowy Kierunek. Na stronie internetowej reklamuje się hasłem: Zaczynamy tam, gdzie inni kończą.

NIETYKALNY
Na razie na Nowogrodzkiej zakończyła się epoka panowania Kostrzewskiego, inżyniera finansowego PiS, który zarządzał majątkiem partii od początku jej istnienia. Zdaniem naszych rozmówców w PiS te wszystkie sprawy mają z sobą związek. - Od czasu audytu Kamińskiego pozycja Kostrzewskiego zaczęła się chwiać. Za to jego wrogowie rośli w siłę i coraz bardziej naciskali na prezesa - to opinia kilku polityków PiS. Lista tych naciskających stawała się coraz dłuższa: Joachim Brudziński, Adam Hofman, Marek Kuchciński, Mariusz Błaszczak. - Pokłócili się na przykład o przeklejanie gotowych już plakatów „Tusk = Palikot” w ostatnim tygodniu kampanii 2011 r. Poszło na to kupę kasy - opowiada nasz rozmówca.
Na korytarzach Nowogrodzkiej coraz czę­ściej słychać było też o konflikcie Kostrzewskiego z niezwykle wpływową przyjaciółką Kaczyńskiego Janiną Goss, zasiadającą we władzach spółki Srebrna, a także z krewnym prezesa Janem Marią Tomaszewskim, który od czasów rządów PiS pracuje w TVP.
Kostrzewski mimo tych konfliktów był jednak nietykalny ze względu na swoją przyjaźń z prezesem. A także przekonanie Kaczyńskiego, że jedynie nadprezes panuje nad finansami, nie tylko partyjnymi, lecz także osobistymi prezesa. Załatwiał kre­dyty, zakładał lokaty, nadzorował sprawozdania finansowe składane do Państwowej Komisji Wyborczej.
Kiedy w 2007 r. PKW zakwestionowała sprawozdanie finansowe PiS z powodu błędnie zaksięgowanych wpłat, na Nowo­grodzkiej zapanowała panika. Kostrzewski był wtedy we władzach BOŚ. Za sprawo­zdanie odpowiadała jego siostra, Teresa Gorczyca, księgowa partii. PiS odwołał się do Sądu Najwyższego, który ostatecznie skargę uwzględnił.
- Ale zanim to się stało, Kaczyńscy potwornie obawiali się utraty subwencji. To były bardzo ciężkie tygodnie. Jarosław miał wtedy odpoczywać w Juracie, ale ciągle zajmował się tą sprawą - opowiada jeden z polityków prawicy. A Lech Kaczyński miał opowiadać potem współpracownikom, że to właśnie z tego powodu jego brat przegrał później słynną debatę z Donaldem Tuskiem.

TERAZ BĘDZIE CZEKAĆ
Kostrzewskiego z Jarosławem Kaczyńskim poznał właśnie Lech Kaczyński, który razem z nim pracował w NIK w latach 90. Już wtedy Lech Kaczyński nazywał Kostrzewskiego nadprezesem. - Wtedy Staszek zawsze się czerwienił, ale schlebiało mu to. W partii od początku chciał mieć taką samą sytuację. I miał. Niejeden polityk próbował bezsku­tecznie przekonywać: „Staszku, trzeba zlecić to i to. To jest polecenie prezesa’. Odpowia­dało mu prychnięcie.
Dymisję Kostrzewski składał już zresztą wiele razy. - Był chyba ostatnią osobą, która nie przytakiwała we wszystkim Kaczyńskie­mu. Kłócił się i często machał papierami. Trzaskał drzwiami, krzycząc: „Jak ci się nie podoba, to mnie zwolnij” - przyznaje roz­mówca z PiS. - Za każdym razem Kaczyński mówił: „Stasiu, przemyśl to jeszcze’. Dymisji nie przyjmował, po czym wszystko wracało do normy.
Tym razem stało się inaczej. Kostrzewski napisał rezygnację, między nim a prezesem odbyła się emocjonalna rozmowa. Po czym, nieoczekiwanie, na ostatnim posiedzeniu komitetu politycznego prezes oznajmił współpracownikom, że skarbnik przechodzi na emeryturę. Oficjalnie zarówno Kostrzew­ski, jak i politycy z władz partii zapewniają, że rozstają się w przyjaźni, a przesądziły o tym kwestie zdrowotne. Tyle że razem z Kostrzewskim odchodzi jego siostra Teresa Gorczyca.
Polityk PiS: - O tej przyjaźni to nie­prawda. Kostrzewski jest bardzo rozżalony. Spodziewał się, że Kaczyński tradycyjnie go zatrzyma.
Co przesądziło? - Nazbierało się ostatnio. Kostrzewski uważał na przykład, że za dużo pieniędzy idzie na wybory uzupełniające w Rybniku, bo trzeba oszczędzać na nadchodzący maraton wyborczy - twierdzi jeden z naszych rozmówców.
Sam Kostrzewski, jak twierdzą politycy PiS, ma być przekonany, że zawiązała się przeciw niemu „spółdzielnia”, której prze­wodzą właśnie Jan Maria Tomaszewski oraz senator PiS Grzegorz Czelej. Ich argumenty trafiały na coraz bardziej podatny grunt. Kaczyńskiego irytowało bowiem, że skarbnik nie jest w stanie precyzyjnie zrelacjonować mu stanu partyjnej kasy. A sam prezes przez lata się tym niespecjalnie interesował.
Przeciwnicy Kostrzewskiego mieli forsować pomysł, by rozdzielić funkcje skarbnika i dyrektora generalnego. - Jego rola sprowadzałaby się teraz do wkładania faktur do segregatora i podliczania słupków. Nie chciał się na to zgodzić - kwituje jeden z polityków.
- Tu chodzi o to, kto ma zarabiać na PiS, a to jest gra o wielkie pieniądze - podsu­mowuje jeden z byłych polityków partii Kaczyńskiego.
W definitywne rozstanie z Kaczyńskim współpracownicy prezesa PiS jednak nie wierzą.
- Oni za dużo o sobie wiedzą nawza­jem, Kostrzewski zna wszystkie tajemnice partii i prezesa - panuje opinia.
Dlatego - przekonują rozmówcy z PiS Kostrzewski teraz będzie czekał. - Jeśli wygramy wybory, powróci jako taki nasz Jan Krzysztof Bielecki [szara eminencja, która rozdaje karty w gospodarce - red.]. No chyba że wcześniej się okaże, że tych partyjnych słupków nikt inny jednak nie ogarnia - mówi jeden z nich.

ŹRÓDŁO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz